październik 1981
Stałem na wzgórzu, patrząc na zgliszcza miasteczka znajdującego się w dole,
w którym kilka godzin temu rozegrała się jedna z najgorszych bitew ostatnich
czasów. Czarny Pan chciał zabić Milicentę Bagnold, Minister Magii, by
ostatecznie przejąć władzę nad ministerstwem. Z tego powodu zmobilizował niemal
całe swoje siły, by zagwarantować sobie sukces. Ale ostatecznie coś poszło nie
po jego myśli. Ktoś doniósł o tym nadzwyczaj tajnym planie Dumbledore’owi.
Zakon postawiono w najwyższy stan gotowości i stawiono opór.
Nie można było
powiedzieć, że któraś strona odniosła zwycięstwo. Bagnold nie było na miejscu,
ale straty zanotowano zarówno po stronie śmierciożerców jak i połączonych sił
Zakonu i ministerstwa.
Nie wiedziałem,
dlaczego tu wróciłem, dlaczego patrzyłem na rozwiewany przez wiatr dym z
ugaszonych już pożarów, na zawalone budynki, w których nikt już nie zamieszka.
Z tej odległości nie widziałem trupów leżących na ulicach, ale wiedziałem, że
tam były. Kobiety, mężczyźni i dzieci; zarówno czarodzieje jak i mugole. A
wśród nich Claire Teney, której jeden z infriusów przebił brzuch na wylot.
Sam nie wziąłem
udziału w walce. Co prawda takie dostałem zadanie, ale przy najdogodniejszej
okazji zamieniłem się w szczura i uciekłem na obrzeża miasta, by tam, z bezpiecznej
odległości, obserwować to, co się działo.
Jednak
najgorsze ze wszystkiego okazało się to uczucie niepewności. Który ze
śmierciożerców działał przeciwko Czarnemu Panu i donosił o wszystkich jego
poczynaniach Dumbledore’owi? To pytanie nie dawało mi spokoju. Bo jeżeli
istniał jakiś podwójny agent, to mógł mnie zdemaskować, powiedzieć o wszystkim
przyjaciołom, a wtedy byłbym skończony. Co prawda miałem trzymać się z dala od
reszty śmierciożerców, ale jedno słowo za dużo, jeden nieodpowiedni gest i
wszystko runie.
Najbardziej
spokoju nie dawała mi jednak myśl, że to ja powinienem o wszystkim poinformować
Zakon i zapoczątkować plan ochrony Minister Magii. Mógłbym wymyślić jakieś
kłamstwo, w którym wyjaśniłbym Dumbledore’owi skąd to wszystko wiem. Lecz za
bardzo bałem się reakcji Czarnego Pana, gdyby dowiedział się o moich
działaniach. Dlatego po raz kolejny milczałem.
Ostatni raz spojrzałem
na zgliszcza, mając nadzieję, że to wszystko niedługo się skończy, nieważne, w
jaki sposób, byleby się skończyło. Najgorsze, że miałem klucz do
zapoczątkowania końca, znałem obawy Dumbledore’a dotyczące przepowiedni, ale na
razie milczałem. Mimo to coraz częściej ta myśl nie dawała mi spokoju i
domagała się, bym coś zrobił i wiedziałem, że długo nie pozostanę obojętny.
Teleportowałem
się stamtąd z głośnym trzaskiem.
~ * ~
Lily i Rogacz
często zapraszali mnie do siebie, ale wtedy wiedziałem już, że tamta wizyta
będzie zupełnie inna, jednak nie sądziłem, że to ona zapoczątkuje największy
przełom w świecie brytyjskich czarodziejów. Sam fakt, że miałem zachować
wszystko w sekrecie i nie mówić nikomu dokąd się udaję (jakby kogokolwiek to
szczególnie interesowało) zapalił ostrzegawczą lampkę w mojej głowie.
Siedziałem z
gospodarzami i Łapą w salonie, popijając popołudniową herbatę, a mały Harry
latał wkoło na swojej dziecięcej miotełce i śmiał się wesoło. Zazdrościłem mu,
że nie pojmował tego, co działo się wokół. Zdziwiłem się natomiast, że nie
pojawił się Lunatyk. Czyżby Dumbledore wysłał go na jakąś pilną misję?
– To, o czym
będziemy tu mówić nie może wyjść poza ściany tego domu – zwrócił się do mnie
Rogacz z niezwykłą dla niego powagą.
Kiwnąłem głową
na znak, że zrozumiałem, zastanawiając, co też ważnego miał mi do przekazania.
Najgorsze, że ciekawość okazała się silniejsza niż zdrowy rozsądek. Nie
powinienem w ogóle się na to zgadzać, wikłać w poważne tematy, bo w każdej
chwili o wszystkim mógł dowiedzieć się Czarny Pan. Ale pozostałem, naiwnie
wierząc, że nic złego stać się nie może.
– Dumbledore
twierdzi, że w naszym bliskim otoczeniu znajduje się szpieg, który o wszystkim
donosi Voldemortowi – kontynuował Rogacz.
Wzdrygnąłem się
i poczułem, że strużka potu zaczyna spływać mi po skroni, serce gwałtownie
przyspieszyło swój rytm. Czyżby się zorientowali i dlatego chcieli, bym
przyszedł i otrzymał z ich rąk stosowną karę?
– Polecił nam
rzucenie zaklęcia Fideliusa – dodała Lily, z troską spoglądając na
baraszkującego po pokoju syna. – By nigdy nie mógł nas znaleźć.
– To dobrze –
powiedziałem, cisząc się, że ton mojego głosu był normalny.
– Ale to
zaklęcie nie jest takie proste, jakby się wydawało. Potrzebna jest jeszcze
jedna osoba, która stanie się Strażnikiem Tajemnicy. Tylko ona będzie znać
nasze miejsce pobytu – wyjaśnił Rogacz, a ja zastanawiałem się, do czego to
wszystko dąży. Czyżby to była moja ostatnia wizyta w domu Potterów i
postanowili mi wyjaśnić, dlaczego jutro czy pojutrze ich dom zniknie dla moich
oczu?
Mimowolnie
spojrzałem na Łapę, by w wyrazie jego twarzy znaleźć potwierdzenie swoich
domysłów, ale już po chwili żałowałem, że to zrobiłem. Gdy rozmowa zeszła na
poważne tematy, stał się jakiś nieobecny i jakby przytłoczony tym wszystkim.
Nie wiedziałem, co tak wpłynęło na jego zachowanie i wolałem nie pytać. Im
mniej wiem, tym lepiej, a jeszcze lepiej, że niedługo Potterowie i
Longbottomowie znajdą się poza moim zasięgiem i będę mógł spać spokojnie.
Wszystko powoli zaczynało się układać.
– Dumbledore
chciał zostać naszym strażnikiem, ale mu odmówiłem. Na dodatek zabronił mi
wychodzić z domu z powodu tego całego cyrku i zabrał mi pelerynę…
– James! –
krzyknęła niezadowolona Lily, wzbudzając tym zainteresowanie Harry’ego. – Dumbledore
chce dla nas jak najlepiej.
– I z tego
powodu oskarża Lunatyka o szpiegostwo – odezwał się po raz pierwszy Łapa lekko
załamanym głosem.
Reszta zamilkła
zasmucona, a do mnie dopiero po chwili dotarło znaczenie tych słów.
– Dumbledore
uważa, że Lunatyk szpieguje dla śmierciożerców? – próbowałem się upewnić.
– Tak –
odpowiedziała mi Lily.
Była to dla
mnie szokująca wiadomość. Nigdy nie sądziłem, że to Lunatyk zajmie moje
miejsce, że w oczach Dumbledore’a to właśnie ten spokojny, grzeczny człowiek
będzie uchodzić za niebezpiecznego śmierciożercę. Po raz pierwszy dotarło do
mnie, że wielki czarodziej tych czasów nie był ideałem, mylił się, a ta pomyłka
mogła kosztować go wszystko. I to dosłownie. Jakaś część mnie uśmiechnęła się w
duchu, zastanawiając się, jak zagrać mu na nosie.
– Dlatego Remus
nie może się o niczym dowiedzieć – sprowadziła mnie na ziemię Lily.
– I tak nigdy w
to nie uwierzę! – krzyknął niespodziewanie Łapa, wstając z fotela i robiąc
kilka kroków w stronę okna. – I jedynym kryterium wskazującym na niego jest
jego wilkołactwo. To absurd. Absurd! – Głos mu się załamał.
– Syriuszu, sami
uznaliśmy, że to jedyna możliwość, zresztą Dmubledore nigdy się nie myli… –
zaczęła niepewnie Lily.
– W dupie mam
Dumbledore’a!
Zamilkł,
odwracając głowę w stronę okna, by nikt nie zobaczył wyrazu jego twarzy. Przez
chwilę wydawało mi się, że próbował ukryć łzy, jednak szybko oprzytomniałem.
Kto jak kto, ale Łapa nigdy nie płakałby z takiego powodu, to silny człowiek,
który wszystko zniesie. Lily i Rogacz pozostali na miejscach, nic nie robiąc,
więc i ja poszedłem w ich ślady.
– Tylko po to
mnie zaprosiliście? – zapytałem po dłuższej chwili milczenia, chociaż obiecałem
sobie, że nie będę się pogrążał.
– Nie –
oprzytomniał Łapa, odwracając się w naszą stronę. Zauważyłem, że wcześniej
próbował ukradkiem wytrzeć twarz, jakby jednak płakał.
– Odmówiłem
Dumbledore’owi i powiedziałem, że to Syriusz zostanie naszym Strażnikiem Tajemnicy,
bo jest dla mnie jak brat. To oficjalna wiadomość, o której dowiedzą się
wszyscy członkowie Zakonu – wyjaśnił Rogacz, a mnie powoli zaczynał nie podobać
się dalszy tok rozmowy.
– Jednak
wpadłem na lepszy pomysł, który całkiem zmyli szpiegów, a o którym wiedzieć
będziemy tylko my – kontynuował Łapa. – Ty zostaniesz Strażnikiem Tajemnicy –
dodał z dumą, a na jego twarzy pojawił się cień tego dawnego uśmiechu.
– J-ja? –
powtórzyłem niepewnie, mając nadzieję, że to jakiś sen, z którego za chwilę się
obudzę i okaże się, że znajduję się w Hogwarcie i chodzę dopiero do czwartej
klasy.
– Nie rób
takiej miny, Glizdek, jesteś idealnym kandydatem.
– Szczerze w to
wątpię – wtrąciłem, gdy Łapa brał oddech, by kontynuować wypowiedź.
– Nie
rozumiesz? Wszyscy będą sądzić, że to ja, nie ty. Ja stanę się celem ataku.
Nikt nie będzie podejrzewać cichego, niepozornego i tchórzliwego człowieka,
jakim jesteś – zakończył z dumą, przekręcając sztylet, który wbił w moje serce
w połowie ostatniego roku w Hogwarcie.
– Dokładnie –
zgodził się z nim Rogacz i nawet Lily nie zaprotestowała, patrząc na mnie
błagalnie.
Tchórz, tchórz, tchórz.
To jedno słowo
odbijało się echem w mojej głowie, nie dając mi spokoju. Najwyraźniej tylko tym
dla nich byłem, takie mieli o mnie zdanie. Zabolało i to bardzo, niemal łzy
stanęły mi w oczach, ale starałem się je powstrzymać, by przy nich nie okazać
słabości. Coś wewnątrz mnie chciało, bym natychmiast wziął odwet za te słowa,
ale zdążyłem się opanować. To nie był odpowiedni czas. Jednak przysięgałem
sobie, że niedługo on nastąpi.
– Dobrze,
zostanę waszym Strażnikiem Tajemnicy – powiedziałem, spoglądając na ich syna, jednego
z dwóch chłopców, o których mogła mówić przepowiednia.
– Dziękuję –
szepnęła Lily przez łzy.
Tym samym
podpisałem na nich wyrok śmierci, chociaż nie o to mi chodziło. Nie chciałem
widzieć martwych moich przyjaciół. Mieli cierpieć, zapłacić za te wszystkie
słowa, ale nie najwyższą cenę.
~ * ~
Po jednym ze
spotkań Zakonu Feniksa dogoniła mnie Alicja, chociaż tak bardzo starłem się
unikać wszelkich rozmów z nią. Sam widok jej uśmiechniętej twarzy ranił mnie
dotkliwie i stawał się nie do wytrzymania. Była szczęśliwą żoną i matką, a ja z
własnej woli odmówiłem dzielenia z nią życia.
– Wszystko w
porządku, Peter? Ostatnio jesteś taki nieobecny – zagadnęła uprzejmie, uważnie
mi się przyglądając.
– Tak –
skłamałem gładko. – Cała ta sytuacja z przepowiednią, z niebezpieczeństwem,
które grozi Harry’emu i twojemu synowi, po prostu zaczyna mnie to powoli
przytłaczać. Żałuję, że ta przepowiednia w ogóle została wypowiedziana.
– A ja żałuję,
że jakiś śmierciożerca ją usłyszał. Gdyby Aberforth lepiej pilnował swoich gości, nie doszłoby do tego –
stwierdziła. Kiwnąłem głową na znak, że się z nią zgadzam, ale w duchu i tak
myślałem swoje.
– Wy też pewnie
skorzystacie z zaklęcia Fideliusa jak Lily i Rogacz – zagadnąłem, by temat
rozmowy znów nie zszedł na mnie.
– Nie.
– Nie? –
powtórzyłem z niemałym zdziwieniem. – Ale tu może chodzić o twoje dziecko.
Dlaczego?
– Dumbledore
jest pewien, że Voldemortowi zależy na Harrym, że to jego naznaczył jako równego sobie. Wydaje mi się, że ma wśród
śmierciożerców swojego szpiega, ale nie powtarzaj tego nikomu, bo to tylko
przypuszczenia – dodała, ściszając głos, mimo że nikogo nie było w pobliżu.
– Ale
Sam-Wiesz-Kto nie wie, o kogo chodzi Obie jesteście w niebezpieczeństwie –
powiedziałem, za późno orientując się, że nie powinienem o tym wiedzieć.
Na twarzy
Alicji pojawił się wyraz zaskoczenia. Zmarszczyła brwi, jakby się nad czymś
zastanawiała, ale nic nie powiedziała, co spowodowało tylko szybsze bicie
mojego serca. Czy zdoła domyślić się prawdy?
– Alicjo,
pospiesz się, musimy jeszcze zanieść raport do ministerstwa. – Usłyszałem głos
Franka Longbottoma i niemal podskoczyłem w miejscu.
– Tak, już idę.
Do zobaczenia, Peter. Uważaj na siebie – powiedziała na odchodnym, jej mąż nie
odezwał się, jedynie spojrzał na mnie chłodno i wyniośle. Miałem ochotę rzucić
na niego jakąś klątwę, by zmazać mu z twarzy ten pyszałkowaty wyraz.
– Cześć – pożegnałem
się z nią po raz ostatni, chociaż jeszcze o tym nie wiedziałem.
Obserwowałem,
jak oboje udają się do wyjścia z kwatery głównej. Nie mogłem zrozumieć,
dlaczego Dumbledore tak zawzięcie chronił tylko syna Lily i Rogacza, a rodzinę
Alicji pozostawił samą sobie. Co z tego, że oboje byli aurorami, Czarnego Pana
należało brać na poważnie. I kto miałby mu donieść o takich bzdurach, gdy nie padła
jeszcze oficjalna decyzja? Ba! On chciał zniszczyć obu chłopców, by pozbyć się
potencjalnego zagrożenia.
W tamtym
momencie podjąłem decyzję. Musiałem chronić syna Alicji. Skoro Dumbledore
chciał, by to młody Potter stał się wybawcą, to spełnię jego życzenie. A Czarny
Pan otrzyma klucz do jego domu. I Rogacz zobaczy, co to znaczy cierpienie.
Wtedy nawet
przez myśl mi nie przeszło, co stałoby się ze mną, gdyby moje plany się
powiodły. Pewnie moje życie niewiele różniłoby się od tego, które wiodę teraz.
Może z tym wyjątkiem, że wojna trwałaby nadal.
~ * ~
Tak jak przypuszczałam, rozdział ukazał się po miesiącu. Jest to
przedostatnia część historii Petera, myślę, że ostatnia pojawi się za jakieś
dwa tygodnie.
Ostatnio weny i chęci dodało mi przeczytanie jednego z moich pierwszych
opowiadań. Co prawda podchodzi ono pod opko, ale świetnie się bawiłam czytając
te absurdy i głupoty i pisanie w potterowskim klimacie lepiej wychodziło ;)